wtorek, 26 września 2017

Dzień na wodzie

Wczesna pobudka, szybkie śniadanie ( co? znów jajko sadzone?) i ruszamy na wyprawę, dziś dzień spędzamy na wodzie. Jezioro Ba Be jest przepiękne a roślinność wokół urzeka. Ilość drzew i innego zielonego cuda przypomina mi brokuły, taka formacja co jedno rośnie nad drugim i widzisz tylko korony zieleni, żadnej skały, żadnej gałęzi czy pnia. Cóż w Wietnamie nie ma pór roku tak jak u nas, tu jest tylko czas kiedy pada i nie pada (lub pada mniej). Rośliny nie gubią liści. Rosną jak oszalałe. Trochę smuci syf i pływające butelki gdzieniegdzie, pewnie to wina komuny. Wspólne, czyli niczyje, nikt nie dba, a pieniądze pobierane z opłat w parku idą do kieszeni dygnitarzy a nie na środowisko.

Płaskodenna łódka ze starym silnikiem diesla odpalana na korbę, bum bum bum bum, krypa się trzęsie ale płyniemy.











Cała podróż trwała 6 godzin, ciepły wiatr na twarzy, przepiękne widoki, lodóweczka z piwkiem `onboard` razem z michą sajgonek i sosików do maczania, czasem wodospad, czasem jaskinia. 
Na koniec, w miejscu gdzie nurt nie wzbudza piasku z dna, przy małej kamiennej wysepce gdzieś na środku wody mieliśmy czas na wyskoczenie za burtę i popływanie w wodzie. Woda o temperaturze powietrza, czyli trzydzieści parę stopni. Do wanny napuszczam chłodniejszą. Czyli po wyjściu praktycznie bez wyraźnego orzeźwienia, po prostu człowiek jest trochę bardziej mokry niż na lądzie :) Ale miny uśmiechnięte. To był miło spędzony dzień. Wieczorem wyżerka, czyli nieśmiertelne makarony z tłem karaoke z jakiegoś wesela nieopodal. I milion zwierząt, zwierzątek i owadów, które w ciemności puszczają do siebie tajemnicze sygnały. A to niby śmiech, a to jakieś cmokanie. Siedząc wieczorem na tarasie pod czerwonym papierowym lampionem można tak kontemplować godzinami. Póki sen nie zmorzy. Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz