Wczesna pobudka, szybkie śniadanie ( co? znów jajko sadzone?) i ruszamy na wyprawę, dziś dzień spędzamy na wodzie. Jezioro Ba Be jest przepiękne a roślinność wokół urzeka. Ilość drzew i innego zielonego cuda przypomina mi brokuły, taka formacja co jedno rośnie nad drugim i widzisz tylko korony zieleni, żadnej skały, żadnej gałęzi czy pnia. Cóż w Wietnamie nie ma pór roku tak jak u nas, tu jest tylko czas kiedy pada i nie pada (lub pada mniej). Rośliny nie gubią liści. Rosną jak oszalałe. Trochę smuci syf i pływające butelki gdzieniegdzie, pewnie to wina komuny. Wspólne, czyli niczyje, nikt nie dba, a pieniądze pobierane z opłat w parku idą do kieszeni dygnitarzy a nie na środowisko.
Płaskodenna łódka ze starym silnikiem diesla odpalana na korbę, bum bum bum bum, krypa się trzęsie ale płyniemy.
Płaskodenna łódka ze starym silnikiem diesla odpalana na korbę, bum bum bum bum, krypa się trzęsie ale płyniemy.
Cała podróż trwała 6 godzin, ciepły wiatr na twarzy, przepiękne widoki, lodóweczka z piwkiem `onboard` razem z michą sajgonek i sosików do maczania, czasem wodospad, czasem jaskinia.
Na koniec, w miejscu gdzie nurt nie wzbudza piasku z dna, przy małej kamiennej wysepce gdzieś na środku wody mieliśmy czas na wyskoczenie za burtę i popływanie w wodzie. Woda o temperaturze powietrza, czyli trzydzieści parę stopni. Do wanny napuszczam chłodniejszą. Czyli po wyjściu praktycznie bez wyraźnego orzeźwienia, po prostu człowiek jest trochę bardziej mokry niż na lądzie :) Ale miny uśmiechnięte. To był miło spędzony dzień. Wieczorem wyżerka, czyli nieśmiertelne makarony z tłem karaoke z jakiegoś wesela nieopodal. I milion zwierząt, zwierzątek i owadów, które w ciemności puszczają do siebie tajemnicze sygnały. A to niby śmiech, a to jakieś cmokanie. Siedząc wieczorem na tarasie pod czerwonym papierowym lampionem można tak kontemplować godzinami. Póki sen nie zmorzy. Dobranoc.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz