8 godzin nocnym pociągiem z Hanoi do Lao Cai, godzinny transfer do Sapa i 40 minut skuter do wioski Ta Van. Skuter tylko dlatego, że zaproponowali nam 19 kilometrowy treking, co grzecznie, acz stanowczo odrzuciliśmy. Pot ścieka po plecach od samego wysiłku wycierania się ręcznikiem po prysznicu, co dopiero spacerek po górach. Dotarliśmy. Tu powala prostota i piękno. Mamy szczęście mieszkać u lokalnych więc także obserwować ich sposób życia a że akurat są zbiory ryżu to jest na co popatrzeć. Udało nam się także uczestniczyć w ścinaniu chociaż to chyba nie jest robota dla nas☺. Bodzio to nawet nieźle tą kosą machał ale mi po kilku próbach zaproponowali abym tylko z boku wycinała phiiiii nie poznały się na talencie :)
Po ponad godzinie byliśmy w błocie praktycznie po kolana, spoceni do wszelkich możliwych granic i przypaleni przez słońce ale nawet szczęśliwi. Prysznic, lunch i zwiedzanie wiosek: to robi wrażenie-piękne widoki są niemożliwe do opisania:przepiękne, bogate i kolorowe pola przeplatane widokiem chat zrobionych z bambusa, liści bananowca i sklejek....szaleństwo. Tak- Villages w Sapa konieczność.
Wieczorem miła niespodzianka bo mogliśmy pomagać w kuchni; trzeba przyznać, że mają niesamowicie zwinne i szybkie łapki ale mi zwijanie sajgonek także poszło przyzwoicie☺. Po kolacji uraczono nas a także 4 pozostałych gości wódką ryżową no i oczywiście nie mogło się obyć bez ich ukochanego Karaoke, tak, tak Wietnamczy mają dosłownie bzika na tym punkcie no i ..każdy musiał śpiewać. Może nie będę wnikać w szczegóły i nasze umiejętności wokalne ale Małgośka była na wypasie☺☺, Marylka Rodowicz byłaby dumna.
No i wszystko byłoby cudnie gdybym nie znalazła w naszej sypialni mega Giganta Pająka! Bodzio chciał ratować ale pająk uciekł i siedział na ścianie dosłownie nad naszym łóżkiem i patrzył na nas. Mieliśmy nad łóżkiem moskitierę ale wiadomo....zawsze mógł jakoś wejść także nocka straszna i poranek także: pająka nie było juž na tej ścianie więc mógł być wszędzie-podstawa to nie spuszczać wroga z oczu!!! Dla niedowiarków-Bodzio może potwierdzić!! (Potwierdzam).
Kolejnego dnia zrobiliśmy sobie trek po okolicy. Przepiękne widoki i kolorowo ubrani ludzie z lokalnych społeczności. Ale było gorąco, karki opalone na raczka.
Znalazł się nawet Barber Shop, co by hipster z Europy mógł swoją bródkę przytrymować :)













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz