sobota, 30 września 2017

Hoi An 10 dzień, My Son

wyspaliśmy się 😁 także jest energia chociaż znowu upał, czasami modlimy się o chociaż minutę deszczu.
Plecaczek spakowany, motor wypożyczony także w drogę do My Son.
Stare budowle stworzone przez mityczny lud Champa. Podobno najstarsze z nich są z przed wielu wieków. Lud tworzył światynie i miejsca kultu z polerowanych cegeł, ktore nie były łączone żadną zaprawą a ślad po nich pozostał w wielu azjatyckich krajch od Chin, Wietnam, Kambodzę do Indii.
Całość w My Son mieści się w pięknym parku, o dziwo czystym i zadbanym.
Zdecydowaliśmy się pojeżdzić także po okolicznych wioskach, które są urocze; dzieciaki biegają i krzyczą hello, hello; kobiety siedzą przed chatami i czyszczą kurczaki albo szykują warzywa do posiłku;mężczyźni leżakują w hamakach lub leniwie popijają piwko na schodku....życie ☺.
Zachód słońca niestety jest ok 17:30 także szybka jazda aby siě chłodzić w oceanie i zimne piwko przy zachodzie.....
Plaża piękna, kilka leżaków, mały sympatyczny bar i restauracja;BRAK wielkich hoteli☺

Oddajemy skuter, posilamy się w małej knajpce, która oczywiście po raz kolejny szykuje nam pyszności i nasz ulubiony czas: szlajanie się po uliczkach, obserwowanie jak funkcjonują miejscowi, jak bawią się dzieci, jak usypia miasto. TAK tu chętnie wrócimy bo miasto jest urocze-najbardziej po 20 jak wszystko przycicha:-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz