Sapa to urokliwa i piękna okolica ale jednak wszystko pod turystów także próbujemy miejsowość położoną wyżej, praktycznie granica z Chinami. Wstaliśmy ok 5 aby o 6 motor taxi zawiózł nas do centrum Sapa, szybkie śniadanie i autobus do Ha Giang. 270km jechaliśmy 6,5 godziny....droga hmmm raczej w większości jej brak
Dojechaliśmy, szybki "meldunek" i plan co, gdzie....no i pierwsza większa wtopa bo nic tu nie zrobimy, praktycznie wszyscy biorá skutery na 2-3 dni i robią trasę do Chin co nas kompletnie nie interesuje a co gorsze okazuje siè, że z Ha Giang nie możemy dotrzeć w nasze docelowe górskie miejsce (Ba Be Park) bo tak droga na mapie widoczna jest ale praktycznie nieprzejezdna więc musimy się trochè wròcić😂.....!!! Po godzinie kombinacji na jutro zaplanowaliśmy długi dzień o 07:00 autobus z Ha Giang do Thai Nguyen i stąd drugi autobus do Na Phac i tam szukanie naszej wioski czyli jednej z 5...zamarzyło nam się zamieszkać w pięknej dolinie nad samym jeziorem ale tej wioski nie ma na mapie więc mamy nadziejè, że miejscowi pomogą. A jak już znajdziemy to pranie, lenistwo, spływ pontonowy, spacery i wdychanie świeżego powietrza bo tego brak w Wietnamie😡.
Jeszcze kilka słów o Ha Giang-nie warto!! Miasto brzydkie a góry (ścieżki trekkingowe) daleko więc bez zainwestowania większej ilości dolarów (skuter, agencja) nic nie zrobisz. No nic, wreszcie mamy czas na whisky i bloga (Bodzio rabota) także😆😆😆 Wasze zdrówka ludzia
niedziela, 24 września 2017
Ha Giang, ładnie... ale trochę strata czasu
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz